Naukowcy wyjaśniają, dlaczego misja BepiColombo do Merkurego jest tak skomplikowana

wpis w: Nauka | 0

Wydaje się, że dotarcie do Merkurego powinno być całkiem proste. Ta mała skalista planeta jest znacznie bliżej Ziemi niż odległe cele, takie jak Jowisz, na który z powodzeniem wysłaliśmy już kilka sond kosmicznych. Poza tym, nie ma miażdżącej atmosfery jak nasza najbliższa sąsiadka Wenus.

Ale w rzeczywistości bardzo trudno jest dotrzeć do najbliższej Słońcu planety w naszym Układzie Słonecznym – co sprawia, że tym bardziej imponujące jest to, iż misja BepiColombo realizowana przez ESA i JAXA prawie dotarła do Merkurego, niedawno wykonując ostatni przelot planety, zanim wejdzie w jej orbitę w przyszłym roku.

Dotarcie do Merkurego stanowi tak duże wyzwanie, ponieważ „siła przyciągania Słońca jest bardzo silna w pobliżu Merkurego, co utrudnia statkom kosmicznym wystarczające spowolnienie, aby wejść na orbitę wokół tej planety” – wyjaśnia Lina Hadid, naukowiec w CNRS we Francji oraz główna badaczka jednego z instrumentów misji BepiColombo.

Dodatkowo, sytuacja nie staje się łatwiejsza, gdy już zbliżysz się do Merkurego. Nie ma atmosfery, która mogłaby pomóc statkowi kosmicznemu spowolnić, tak jak to ma miejsce na Wenus lub Marsie. A tak blisko Słońca, statek kosmiczny musi wytrzymać ekstremalne temperatury i promieniowanie.

Tylko dwie misje dotarły do Merkurego przed BepiColombo: przeloty Mariner 10 NASA w latach 70. oraz MESSENGER, który orbitał wokół tej małej planety od 2011 do 2015 roku. Mariner 10 pokazał nam, że powierzchnia Merkurego jest usiana kraterami i jałowa, pozbawiona atmosfery, ale posiada ogromne metalowe jądro. MESSENGER ujawnił uśpione wulkany, wodny lód ukryty w zacienionych kraterach oraz pole magnetyczne przesunięte względem środka planety.

Bepi-Colombo ma na celu odpowiedzieć na te pytania poprzez dokładne obserwacje powierzchni planety przez dwa lata, gdy wejdzie na orbitę w listopadzie 2026 roku. „Umożliwi to szczegółowe mapowanie oraz długoterminowe badania, które pozwolą uzyskać pełniejszy obraz geologii Merkurego, jego struktury wewnętrznej i środowiska plazmowego” – mówi Hadid.

W istocie misja ta to dwa satelity ukryte pod jednym „płaszczem”, dopóki nie dotrą do celu: Mercury Planetary Orbiter (MPO) oraz Mercury Magnetospheric Orbiter (MMO). „Te dwa statki kosmiczne, poruszające się po różnych orbitach i oferujące różne perspektywy, pozwolą nam jednocześnie badać Merkurego z wielu punktów widzenia” – dodaje Hadid. Satelity wyposażone są w liczne spektrometry i kamery, które umożliwiają obrazowanie powierzchni Merkurego w różnych długościach fal, a także w magnetometry, akcelerometry, liczniki pyłu i inne urządzenia, aby stworzyć pełny obraz środowiska otaczającego planetę.

Mimo że oficjalna misja nie rozpocznie się aż do momentu wejścia na orbitę w przyszłym roku, BepiColombo już przeprowadziło kilka ciekawych badań naukowych podczas swojej podróży. „Dowiedzieliśmy się wiele o wietrze słonecznym, środowisku magnetosferycznym wokół Merkurego i Wenus, a także mogliśmy przetestować nasze eksperymenty, by lepiej przygotować się do misji nominalnej” – mówi Benkhoff.

Ten najnowszy i ostatni przelot odbył się nad biegunem północnym Merkurego, dając zespołowi możliwość zauważenia kilku trwale zacienionych kraterów oraz obserwacji jonów w tym kluczowym obszarze pola magnetycznego planety. Bonus: z tego przelotu pozyskano niesamowite zdjęcia Merkurego, wykonane z najbliższego punktu widzenia, jaki kiedykolwiek miała jakakolwiek sonda wokół tej planety.

„Merkury to niespodzianka. Każdy przelot był inny” – dodaje Hadid. „Jesteśmy gotowi do dokonywania ekscytujących obserwacji po wejściu na orbitę w listopadzie 2026!”

Źródło: https://www.popsci.com/science/bepicolombo-mercury/